Nie udał się drużynie rezerw wyjazd do Wrocławia. Tam po zaciętym i emocjonującym meczu nasi piłkarze ulegli Inkopaksowi 2-3.
Gospodarze tego spotkania objęli prowadzenie już w 5 minucie, kiedy to Czajka wykorzystał niezdecydowanie lubińskich obrońców i w podbramkowym zamieszaniu umieścił piłkę w bramce Szmatuły. Po stracie gola lubinianie ruszyli do ataku, jednak pomimo kilku dogodnych sytuacji, nie udało im się żadnej z nich wykorzystać. Strzałami z dystansu bramkarza Inkopaksu próbowali zaskoczyć Wan i Rogóż, jednak żaden z nich nie potrafił pokonać Smółki. Druga bramka dla gospodarzy padła w końcówce pierwszej odsłony. Po rzucie rożnym lubińscy defensorzy przyglądali się jak Świst strzałem głową zwiększa prowadzenie gospodarzy.
Po przerwie do głosu, co raz częściej, zaczęło dochodzić Zagłębie, efektem czego była bramka Rogóża. Nasz piłkarz strzałem tuż zza linii pola karnego pokonał bramkarza gospodarzy. Zagłębie nie cieszyło się zbyt długo zdobyciem bramki. Już 6 minut później Szmatuła po raz trzeci wyciągał tego dnia piłkę z siatki. Tym razem po strzale Śwista, który ośmieszył dwóch pilnujących go obrońców i płaskim strzałem w długi róg, zdobył kolejnego gola. Zagłębie jeszcze raz w tym zdołało zaskoczyć gospodarzy. Było to 5 minut przed zakończeniem spotkania. Nie bez winy przy utracie tej bramki pozostał bramkarz Inkopaksu, którego strzałem głową tym razem pokonał Olszowiak. Było to jednak wszystko, na co stać było tego dnia Zagłębie. Po dobrym, zaciętym i szybkim, szczególnie w drugiej połowie, meczu lublinianie zasłużenie ulegli wrocławianom 2-3.
Po meczu trener Zagłębia - Janusz Stańczyk, komplementował drużynę Inkopaksu i nie szczędził słów krytyki piłkarzom trenującym na co dzień z pierwszą drużyną. Natomiast jeszcze przed wyjazdem z Lubina w drużynie Zagłębia doszło do małego zgrzytu. Stało się to za sprawą Nebojsy Jovovica, który z niewyjaśnionych przyczyn nie pojawił się na zbiórce.